poniedziałek, 31 grudnia 2012

Mój rozdział 3 :*

OCZAMI HARREGO :
 Myślałem o tym poranku, aż nagle z przemyśleń wyrwało mnie wołanie Nialla: 
-Harry masz coś do jedzenia? Już miałem odpowiedzieć gdy Lou zawołał:
 -A marchewki? -Mam wszystko chodźcie – odparłem. Po chwili do kuchni wparowali chłopaki. -Co masz? Głodny jestem. – „przywitał” się Niall -Naleśniki – odparłem. 
-Siema stary – przywitał się Liam -Hej Vas happenin? – rzekł Zayn 
- No gdzie te marchewki? – zapytał Lou -A ja to się nie liczę? Tylko marchewki? – zapytałem udając, że płaczę 
-Ty zawsze jesteś na pierwszym miejscu moje ty kochanie, mój ty kocie – odparł Louis - I za to cie kocham – odparłem udając, że go całuję 
- Gdzie są dziewczyny? – zapytałem -Gadają ze sobą no wiesz „kobiece” sprawy – odparł Zayn – dasz wiarę, że 2 lata temu poznaliśmy je – powiedział zamyślony 
-Ta, co by było gdyby nie one? – zadałem pytanie retoryczne -Bylibyśmy teraz debilami bez uczuć – powiedział Zayn
 -To było pytanie retoryczne głupku – powiedziałem 
- Jakie pytanie? – odezwał się Niall -Nie oczekujące odpowiedzi – odparł Liam. 
OCZAMI Sary :
 Weszłam do kuchni i usiadłam obok Nialla zajadającego się naleśnikami. 
-Smacznego Niall – powiedziałam -Dziękuję – odparł z pełna buzią. 
-A ty chcesz? – zapytał loczek
-Jasne, a z czym masz? – zapytałam 
-Z bita śmietaną i truskawkami, a dla ciebie mam taką z 0% tłuszczu – rzekł - 0%?
 Człowieku dawaj 35% - zaśmiałam się
 -Serio? Ty nigdy takiej nie chciałaś – rzekł zdziwiony 
-Ale to już nie jestem ta sama Sara.
2 GODZINY PÓŹNIEJ :
 -Szybciej trzeba się streszczać! – wrzasnął Hazza
 -No, już idę mamy jeszcze trochę czasu – powiedziałam. 
Po 20 minutach jazdy dotarliśmy na miejsce. Przyjechaliśmy do miejsca gdzie będzie moja impreza urodzinowa. Przyjęcie będzie na jakieś 100 osób, albo i więcej.
WIECZOREM :
Na imprezie był już chyba cały komplet gości. Większości z nich nie znałam. Każdy mnie ściskał i dawał jakiś podarunek: to wódkę. To jakiś sprośny gadżet. Po pokrojeniu tortu zaczęłam szukać Harrego, aby zabrał mnie do domu. Niestety parę gości mnie zaczepiło i kazało wypić symbolicznego „kielicha” z nimi. Byłam już nieźle wstawiona gdy znalazła Hazze. Harry zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku, ponieważ z moją równowagą nie było dobrze. Leżałam i gapiłam się w sufit jak debilka, a Harry ściągał mi buty. 
-A wiesz co mój ty loczku? – zapytałam niewyraźnie 
-Co kochanie? – zapytał - Ja jestem dziś taka dziwna, bo jak zasypiałam to miałam 16 lat, a teraz 18. I gdzie niby są te 2 lata? Jak ja cie ty moje kochanie poznałam? – wyznałam kompletnie pijana - Jutro ci wszystko kotku opowiem, a teraz idziemy spać. Wstałam i chwiejnym krokiem poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż niedbale i wyszłam. Przebrałam się w jakąś koszulkę chyba Harolda, położyłam się i zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz